Idę
do szkoły ze słuchawkami na uszach, pogrążona w brzmieniu ulubionej muzyki.
Naciągam kaptur na głowę, a ręce chowam do kieszeni. Oprócz treningu również
muzyka jest moim azylem, dzięki któremu mogę wyłączyć się na otaczający mnie
świat i nie myśleć o tym, co obecnie dzieje się wokół mnie. Wiedząc, że się
spóźnię do szkoły nieśpiesznie podążam w jej stronę nucąc „Hearts on fire”
zespołu Hammerfall. Na pierwsze zajęcia postawiam nie iść. Tak, zajęcia,
ponieważ rok szkolny rozpoczął się już 2 miesiące temu. Musiałam przenieść się
w czasie jego trwania. Z niewiadomych mi przyczyn znowu się przeprowadziliśmy i
znowu byłam zmuszona zmienić uczelnię. Carver High School jest moją 13 szkołą i
4 liceum, a Memphis 13 miastem, w którym obecnie mieszkam. Sądząc po szalonym
poranku wątpię, żeby ta liczba przyniosła mi szczęście.
Staję przed szkołą, zdejmuję
słuchawki, wyłączam muzykę i spoglądam na swój plan zajęć. Pierwszą mam
historię, którą z resztą sobie odpuszczam, ponieważ zostało 10 minut do jej
zakończenia. Następna jest matma. Wchodzę do środka budynku, w poszukiwaniu
sali. Idę korytarzami, przyglądając się zdjęciom wiszącym na ścianach.
Przedstawiają laureatów z różnych konkursów naukowych i sportowych. Nagle się
zatrzymuję, ponieważ trzy zwracają moją szczególną uwagę. Są to zdjęcia sprzed
około 30 lat. Stoi na nich młoda dziewczyna, która trzyma puchar za zdobycie
rok po roku pierwszego miejsca w ogólnoświatowym turnieju karate. Ma włosy do
pasa, które spływają kaskadą gęstych, brązowych loków okalając jej szczupłą uśmiechniętą
twarz. Ubrana jest w białe kimono z czarnym pasem. Jej drobne ciało nie zdradza
ani siły, ani sprawności ruchowej potrzebnej do karate. Wszystkie trzy
fotografie przedstawiają Jen Hornwood, absolwentkę tej szkoły i… moją mamę.
Stoję sparaliżowana gapiąc się na znajomą mi twarz.. Nie miałam pojęcia, że
uczyła się w tej szkole. Łzy napływają mi do oczu. Zaczęły wracać wspomnienia z
czasów, kiedy nieudolnie próbowałam dowiedzieć się czegokolwiek o mamie. Ojciec
zawsze unikał wszelkich tematów z nią związanych. Nigdy nie chciał o niej
opowiadać. Denerwował się i zbywał za każdym razem, a ja tylko pragnęłam
dowiedzieć się kilku rzeczy o tym jaka była, co robiła. Chciałam poznać jej
charakter, nawyki, przyzwyczajenia, wiedzieć jaka była w moim wieku, gdzie
dorastała, jak poznała tatę. Zaczynam mieć żal do ojca. Nie mam żadnych
wspomnień związanych z mamą, żadnych informacji na jej temat. Mam tylko jedno
jedyne zdjęcie z czasów liceum, które ukazuje jej portret. Teraz nagle
dowiaduję się, że mam po niej nie tylko wielkie zielone oczy, pełne różowe usta
i gęste brązowe loki, ale również mamy takie same zainteresowania. Jak widać
obie zakochałyśmy się karate. W dodatku będę uczyć się w tej samej szkole.
Podchodzę do zdjęcia i zdejmuję je ze ściany. Przecieram fotografię ręką, by
pozbyć się nagromadzonego na szkle kurzu i przytulam do siebie. Nie mogę już
dłużej powstrzymać zbierających się w moich oczach łez. Dociera do mnie, że
przed chwilą dowiedziałam się dwóch, ważnych rzeczy na temat przeszłości mojej
mamy.
Nagle zrywam się z miejsca i
zaczynam biec do wyjścia. Muszę jak najszybciej dowiedzieć się, o co chodzi.
Dlaczego ojciec przez tyle lat ukrywał przede mną te informacje i nie chciał mi
nic powiedzieć, a teraz nagle zapisuje mnie do tej samej szkoły, w której się
uczyła? Czemu mnie nie uprzedził? Jak mógł to zrobić? Łzy leją się po moich
policzkach, a żal do ojca wzrasta coraz bardziej. Nie mogę zrozumieć, po co
ukrywał to wszystko, skoro i tak miałam się w końcu wszystkiego dowiedzieć. Po
co te intrygi? Po co?! Przecież mógł mi powiedzieć! Tyle razy go pytałam! Miał
tyle szans, żeby przybliżyć mi przeszłość mamy! Czuję jak żal zaczyna zmieniać
się w złość a potem we wściekłość, która rozpala moje ciało. Jestem totalnie
wkurzona na ojca i przepełniona bólem. Wybiegam ze szkoły, wraz z dzwonkiem na
przerwę.
Wparowuję do domu jak burza. Trzaskam
drzwiami i biegnę prosto do sypialni ojca. Nie obchodzi mnie, że jest zmęczony
i śpi. Zamiast znikać gdzieś w środku nocy, mógł jak każdy normalny człowiek
położyć się do łóżka. No tak, zapomniałam, przecież mój tata nie jest
człowiekiem. Od dziś jest kimś, czymś, sama nie wiem, kimś na pewno jest.
Wchodzę do pokoju i zrywam z niego
kołdrę.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?! –
Wyciągam w stronę ojca zdjęcie ze szkolnej ściany, patrząc na niego
oskarżycielsko, z przepełnionymi złością oczami i twarzą zalaną łzami. Spogląda
tępo na zdjęcie, jakby nie zrozumiał o co mi chodzi. – Czemu ukrywałeś to
przede mną?! Jak mogłeś?! Nienawidzę cię!!! – Wykrzykuję do niego ze złością i
bólem, który przepełnia moje całe ciało. Rzucam zdjęcie na łóżko i biegnę do
swojego pokoju.
Chodzę po nim w kółko, słysząc skrzypienie
schodów. Czekam z niecierpliwością, aż wejdzie na górę i wszystko mi wyjaśni,
Mam ochotę mu przywalić. To jedyna myśl, jaka obecnie krąży po mojej głowie.
- Meg! Meg, poczekaj! – krzyczy za
mną ojciec, wchodząc po schodach. Dopiero do niego dotarło, co się stało. –
Wszystko ci wyjaśnię – mówi beznamiętnym tonem. Wchodzi do mojego pokoju i
rzuca coś na łóżko. - Umyj się i przebierz w to. Muszę cię gdzieś zabrać.
Chciałem poczekać do wieczora, ale widzę, że musimy zrobić to wcześniej.
- Wali mnie to, co musisz! Co to
jest?! – pytam, wskazując ręką na ubrania.
- Kimono twojej matki z czasów,
kiedy była Dzieckiem Nocy – odpowiada, a słowa tną powietrze, jak ostrze.
Spoglądam w jego zimne, lazurowe oczy. Nie dowierzam własnym uszom. Po chwili
on podnosi swój wzrok i odwzajemnia spojrzenie. - Dziś nadszedł czas na twoją inicjację i
nadania ci tytułu Dziecka Nocy, Margaret. Czekam w samochodzie.
Mówiąc to zlodowaciałym,
nieznoszącym sprzeciwu głosem, odwraca się i wychodzi z pokoju. Wpatruję się w
drzwi, nie rozumiejąc słów ojca. Znowu te zagadki! Nie mam zamiaru nigdzie
wychodzić. Mam już dość tego dnia. Mam już dość wszystkiego, dość życia.
Podchodzę do łóżka i biorę kimono do ręki. Zaczynam wdychać jego zapach mając
nadzieję, że poczuję jakikolwiek znak po mamie. Trzymając je kurczowo w rękach,
padam na kolana pod łóżkiem i zaczynam znów płakać. Siedzę tak skulona z
ubraniem przy piersi i szlocham, ze smutku i cierpienia, z braku matki i życia
z surowym i zimnym ojcem. Po wylaniu chyba wszystkich łez jakie posiadam,
wstaję na nogi i rozkładam kimono przed sobą na łóżku, by lepiej mu się
przyjrzeć. Lustruję dokładnie materiał, kawałek po kawałku. Na wewnętrznej
stronie kołnierza zauważam wyszyte drobnymi literami inicjały J.S.
(Jennifer Skylander). Ponownie biorę strój do ręki i skulam się na łóżku
z ubraniem wtulonym w siebie. Zamykam oczy i zaczynam wyobrażać sobie
dziewczynę ze szkolnego zdjęcia w tym stroju. Ponownie moje oczy napełniają się
łzami. To kolejna rzecz jakiej się dziś dowiaduję z życiorysu mojej matki. Od
nadmiaru wrażeń i informacji zaczyna boleć mnie głowa. Czuję jednak, że będzie ich znacznie więcej.
Przypominam sobie słowa ojca, które powiedział przed wyjściem
z mojego pokoju. Pomimo mojej niechęci do ruszania się z domu i ciągłej złości,
ciekawość bierze górę. Idę do łazienki. Biorę ponownie tego dnia lodowaty
prysznic i nakładam strój. Przeglądam się w lustrze. Kimono idealnie pasuje.
Uśmiecham się do siebie (chyba pierwszy raz tego dnia pojawia się uśmiech na
mojej twarzy), związuję swoje niesforne loki w ścisły kok i idę do samochodu.
Bez słowa wsiadam i trzaskam drzwiami, by oznajmić ojcu, że dalej jestem zła.
On odpala silnik i w milczeniu rusza do miejsca mojej inicjacji, cokolwiek i
gdziekolwiek to jest.
Kiedy docieramy na miejsce jest koło południa. Zatrzymujemy
się przed Muzeum Graceland. Niegdyś był to dom Elvisa Presleya, obecnie mieści
się tam jego muzeum. Siedzę w samochodzie i wpatruję w piękny, okazały budynek.
Podziwiam jego antyczne wejście. Tympanon, który podtrzymują cztery wysokie
kolumny w stylu korynckim. Cały tympanon ozdobiony jest rzeźbieniami wokół
brzegów. Pod nim mieszczą się drzwi do domu. Wszystko jest w kolorze bieli, co
podkreśla monumentalność budowli.
- Zachciało ci się zwiedzać, ojcze? W końcu zdecydowałeś by oprócz
spędzania ze mną czasu na treningach, poświęcić go trochę na rozrywkę? – rzucam
jadowitym tonem, przepełnionym ironią.
- Wysiadaj – mówi tylko, jak zawsze swoim lodowatym głosem.
Ma ściągniętą twarz i zaciśnięte szczęki. Zawsze tak wygląda kiedy jest
zdenerwowany.
Bez słowa sprzeciwu wysiadam z auta i podążam jego śladem.
Przy drzwiach zauważam, że muzeum powinno być dziś zamknięte. Zaczynam nabierać
powietrza w płuca chcąc, jak zwykle coś powiedzieć, gdy nagle ojciec wyjmuje z
kieszeni klucz i otwiera nim drzwi. Obrzuca mnie wzrokiem i wchodzi do środka.
Idę za nim, zastanawiając się skąd ojciec ma klucz do muzeum. Czy to tu spędza
noce? Idąc podziwiam wspaniały wystrój i przepych pokoi. Ojciec idzie szybko,
więc nie mam czasu, by się im dobrze przyjrzeć. Kierujemy się do schodów
prowadzących do piwnicy. Staję na ich szczycie i spoglądam w dół. Jest tam
ciemno, wręcz czarno. Schody znikają w tej ciemności. Ojciec bez wahania
schodzi na dół. Widzę jak pochłania go czający się w dole mrok. Przechodzi mnie
dreszcz. Nagle w oddali widzę strumień światła. To jest światło latarki.
Postanawiam zejść na dół zanim promień zniknie mi z pola widzenia i zgubię się
zostając gdzieś w tyle. Krocząc w ciemność coraz bardziej wyczuwam stęchliznę i
wilgoć, które zawsze unoszą się w starych piwnicach. Doganiam go. Idziemy
prawie w kompletniej czerni. Jedynym źródłem światła jest owa latarka. Co rusz
skręcamy w prawo lub lewo. Widać, że ojciec doskonale zna drogę i orientuje się
w tej całej plątaninie korytarzy.
W pewnym momencie docieramy do końca jednego z nich.
Znajdujemy się w ślepym zaułku. Jestem pewna, że zabłądziliśmy. Patrzę
wyczekująco na ojca, kiedy da komendę, że zawracamy. On jednak podchodzi do
ściany, opiera się o nią plecami i odmierza trzy długie kroki. Następnie kuca.
Odkłada latarkę na ziemię. Myśląc, że czegoś szuka zaczynam do niego
podchodzić, aby mu pomóc. Kiedy znajduję się dwa kroki od niego, ojciec
wyskakuje w górę na dobre trzy metry i znika w gęstej, mrocznej czerni. Krzyczę
z przerażenia i z głuchym plaskiem padam na tyłek. Siedzę tak na zimnej
posadzce wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał . Otrząsając
się w szoku wstaje, podbiegam po latarkę i świecę w miejsce ponad mną. To co
widzę jeszcze bardziej mnie przeraża. Ojciec wisi na jednej ręce, chwytając się
metalowej rury. Drugą ręką kreśli palcem po suficie jakiś skomplikowany wzorek
wymawiając przy tym słowa w nieznanym mi języku. Z jego palca tryskają jasne
zielone iskierki, kiedy rysuje zawijasy. Wzór jednak nie pozostaje jasny, lecz
szybko blaknie na ciemnym suficie.
- Jak to zrobiłeś? – pytam, niedowierzając własnym oczom. –
Jak dałeś radę skoczyć tak wysoko, a teraz masz siłę trzymać się jedną ręką
przez tyle czasu?
Ojciec nie reaguje. Całkowicie skupia się na rysowaniu. Po
chwili zeskakuje na dół i kreśli ten sam wzór na znajdującej się przed nami
ścianie. Kiedy kończy, przykłada do niej całą dłoń i pcha w nią zielone
światło. Wtedy rysunek zaczyna jaśnieć. Blask jest tak oślepiający, że muszę
przymknąć oczy. Z wzoru tryskają jakby macki we wszystkie strony, z których
rozgałęziają się nowe. Tworzą one szereg zawijasów i pętli, które zmierzają do
rysunku na suficie. Kiedy oba wzory się łączą, przez półprzymknięte powieki
widzę jak ściana przede mną zaczyna się rozdzielać. Przy ruchu cegły i betonu
posypuje się kurz i pył. Wszystko zaczyna blaknąć. Otwieram szerzej oczy widząc
przed sobą przejście, które się przed chwilą pojawiło. Ojciec stoi wyczekując,
aż ruszę się z miejsca.
- No, dalej – próbuje mnie zachęcić bym się poruszyła. -
Przywyknij do dziwnych rzeczy. Od dziś nie będziesz już miała normalnego życia
– mówi z nutą niecierpliwości w głosie, wciąż czekając, aż zacznę zmierzać w
jego kierunku. – Czas na twoją inicjację Margaret. Jeżeli się nie ruszysz i jej
nie przejdziesz, to po tym co zobaczyłaś będę musiał cię zabić, pomimo tego, że
jesteś moją córką.
Wtedy, niewiele myśląc, zaczynam iść przed siebie słysząc w
myślach jedno zdanie: „Będę musiał cię zabić”. Mój umysł staje się otępiały.
Nie zwracam już na nic uwagi. Zachowuję się jak robot. Po prostu wykonuję
polecenia, które daje mi ojciec. Przechodzę przez „drzwi”.
- Dobrze, że wybrałaś życie. Naprawdę nie chciałbym stracić
tak utalentowanej córki – mówi tonem, w którym nie słychać żadnej ulgi ani
miłości. Zawsze zwraca się do mnie oschle, z nutą zimna w głosie. Lustruje mnie
wzrokiem, który zatrzymuje na moich oczach. – Jesteś taka podobna do matki w
tym stroju.
Te słowa jeszcze bardziej mnie osłupiają. Przecież on nigdy
nie mówił wprost o matce, a teraz nie dość, że o niej wspomina to jeszcze prawi
mi komplementy. Prycham. Ojciec zamyka przejście i prowadzi nas korytarzem.
Wchodzimy nim do wielkiej sali. Wygląda trochę jak wnętrze dużego kościoła, ale
bez ławek w środku. Naprzeciwko mnie, na samym jej końcu są schody prowadzące
do wielkiego marmurowego stołu. W każdym jego rogu pali się świeca. Znajduję
się on w ogromnej, półokrągłej wnęce z wyrytymi na niej rzeźbami, skąpanymi w
lekkim blasku świec. Światło z nich pochodzące tworzy mroczny i tajemniczy
klimat wokół stołu. Mrugające promienie pięknie grają na ścianie, sprawiając
wrażenie jakby wyryte na niej kształty poruszały się. Sufit całej sali
zwieńczony jest pięknymi, wiszącymi żyrandolami wykonanymi ze złota. Na
podłodze leżą marmurowe, lśniące kafelki. Po obu stronach pomieszczenia stoją
po dwa rzędy starych, drewnianych krzeseł. U stóp schodów znajduje się wielki
tron, na którym siedzi starzec. Kiedy wchodzimy do Sali wszelkie szepty cichną
i zapanowuje kompletna cisza. Ludzie, którzy siedzą po bokach oraz człowiek na
tronie wpatrują się w nas wyczekująco. Gdy docieramy na środek ojciec zabiera
głos.
- Czcigodny Uranosie, najdroższa Rado – ojciec skłania się
nisko, a ja powtarzam za nim ten gest. Jego głos niesie się echem po ogromnej
sali. – Przyprowadziłem ci swoją córkę, by stała się Dzieckiem Nocy.
- Witaj Zeusie, witaj Margaret - odzywa się starzec i
spogląda w moją stronę. – To prawda, co mówił o tobie twój ojciec, jesteś taka
podobna do matki. Masz jej piękne zielone oczy i pełne usta - mówi z zachwytem.
– Proszę, rozpuść włosy. – Robię co każe, zastanawiając się skąd zna moje imię.
– Tak! Włosy również masz po niej. Ach, te piękne, kasztanowe loki. – Uranos
podnosi wzrok na ojca. – Inicjacja ma odbyć się dopiero wieczorem. Dlaczego
więc przyprowadzasz dziewczynę przed czasem?
- Tak, wiem – przyznaje ojciec. – Niestety wynikło kilka
ważnych powodów, przez które musiałem zadziałać wcześniej. Meg dowiedziała się
szybciej niż myślałem o pewnych kwestiach dotyczących Jen.
- Rozumiem. Niestety, przygotowania będą ukończone dopiero o
północy. Pozwolisz, że do tego czasu zostaniecie tutaj. Na pewno jesteście
głodni i spragnieni po podróży – Uranos wstaje i daje znak ręką, żeby pójść za
nim.
Podążamy w milczeniu za starcem. Porusza się sprawnie, jak na
swój wiek. Idzie żwawo i z życiem. Nawet ruchy mojego ojca są bardziej mozolne
niż jego. Zatrzymujemy się przed drzwiami. Uranos otwiera je i gestem zaprasza
nas do środka. Wchodzimy do średniej wielkości komnaty. Po obu jej stronach
stoi po jednym łóżku. Obok każdego nich jest szafka nocna. Na środku jest
stolik i dwa krzesła. W lewym rogu znajduje się stara, drewniana szafa. Na
podłodze leży duży, piękny dywan. Wygląda jakby był ręcznie wyszywany.
Wszystkie meble są stare i zabytkowe. Ściany ozdobione są stiukiem. Z sufitu
zwisa mały kryształowy żyrandol, dając piękne, czyste światło w ponurym pokoju.
- Proszę, rozgośćcie się tutaj. Wiem, że nie jest to może
zbyt przyzwoite miejsce dla gości, lecz myślę, że na te kilka godzin wystarczy,
by wypocząć. Służba zaraz przyniesie
jedzenie i picie. Tam jest łazienka – mówi starzec wskazując na drzwi po
prawej stronie pokoju. – Inicjacja Margaret zacznie się równo o północy, na
pewno wtedy ktoś po was przyjdzie. – Uranos spogląda na mnie, uśmiecha się
szeroko i wychodzi z pokoju.
- Czy mógłbyś mi w końcu wyjaśnić, co się dzieje?! –
naskakuję na ojca, zaraz po wyjściu starca. – O co w tym wszystkim chodzi?!
Jaka inicjacja?! Dowiem się czegoś konkretnego od ciebie?! Dlaczego ten staruch
nazwał cię Zeusem?! Przecież masz na imię Brandon.
- Spokojnie, Meg, wszystkiego dowiesz się podczas przemiany w
Dziecko Nocy. Teraz nie mogę ci nic zdradzić, ponieważ naraziłbym i ciebie i
siebie na kłopoty.
- Jak mam być
spokojna, skoro od rana dzieją się same dziwne rzeczy?! Najpierw mój sen, potem
twoja rana, następnie sytuacja w szkole. Później ty skaczący na trzy metry i z
nadludzką siłą. I te zielone światło? Czym ono jest? A teraz jeszcze to –
zataczam ręką koło mając na myśli całe muzeum, tą salę i pokój. – Powiedz mi
jak mam w takiej sytuacji się nie denerwować?!
- To wszystko jest tak samo trudne dla ciebie jak i dla mnie.
- Akurat – mówię z kpiną i jadem w
głosie.
- Nie musisz mi wierzyć. Pozwól
teraz, że odpocznę. Nie spałem dziś za dużo, a przed nami długa noc. Ty też
lepiej postaraj się wypocząć.
Stoję na środku pokoju i gapię się
na ojca kładącego się spać. Nie mogę uwierzyć, że jest taki spokojny i
opanowany. Dziwię się, jak w takiej sytuacji może zasnąć. Postanawiam położyć
się na łóżku. Wspominam wszystkie dziwne rzeczy, które mi się dziś przydarzyły.
Po pewnym czasie, zmęczenie ilością dzisiejszych doznań bierze górę i również
pogrążam się w głębokim śnie.
********
Mamy nadzieję, że drugi rozdział zaciekawił jeszcze bardziej :)
Meg czeka na komentarze!
W razie pytań zapraszamy na nasze aski :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwietnie Piszesz :)
OdpowiedzUsuńŚwietnie ? To mało powiedziane ! Laska...nie poznaję cię ;p Ciekawe co na to powiedziałaby Pani Oczkowska ? Wżyciu by nie pomyślała, że Gosia może pisać ;) Bardzo mi się podoba....strasznie chcę się dowiedzieć co będzie dalej.
OdpowiedzUsuńPS. Może by rozreklamować bloga ?
Powoli sam się rozreklamuje, aczkolwiek zrobiłam już w tej sprawie kilka kroków :) Dziękuję za miły komentarz :D Pani Oczkowska na pewno nie uwierzyłaby, że to ja napisałam. Stwierdziłaby =, że to któraś z was (Nati lub Olcia) :D Juz niedługo będzie 3 rozdział, a w nim... ukarze się mój talent poetycki :D
UsuńLubię placki :)
UsuńZbyszek, wiem, że to Ty! Przede mną się nie ukryjesz :D
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie z Portugalii! (takie tam 17 stopni w ciągu dnia) i nie, nie pocałuję Cię tam gdzie chcesz :)
Do niczego się nie przyznam bez adwokata.
OdpowiedzUsuńWłasnie piszę z panią adwokat na fejsie, która wszystko potwierdza. Do niej miej pretensje :D
UsuńNie wierzę Ci na słowo nieznana mi osobo. Kim jest Zbyszek ? Nawet gdybym nim był to niepotwierdzone przez notariusza bądź sąd oświadczenia nie są prawomocne.
UsuńKtos jeszcze lubi placki... ? Ja lubię, są mniamuśne xd
OdpowiedzUsuńJa lubię
UsuńTo skoro wszyscy lubimy placki to mozemy skonczyc te pierdol***o szopenie xd
OdpowiedzUsuń