Biegnę…
Biegnę prosto przed siebie, rozglądając się dookoła. Brak mi tchu, moje płuca
płoną, lecz muszę biec dalej. Nie wiem tylko, dokąd zmierzam. Wiem, że nie
uciekam przed nikim, ale podążam na ratunek. Błądzę zadyszana i spocona po
ciemnych ulicach Memphis. Muszę kogoś uratować, kogoś dla mnie ważnego. Widzę
przed sobą twarz. Mam ją wyrytą w swojej pamięci, jakbym już wcześniej znała tę
osobę, choć w rzeczywistości jest mi obca. Nie wiem czemu tak bardzo zależy mi
na uratowaniu jej. Po prostu biegnę uliczkami miasta w środku nocy, ile mam sił
w płucach i nogach, żeby ją ocalić przed nieuchronną śmiercią. Gorączkowo
szukam miejsca, w którym jest. Biegnę, walcząc o każdy kolejny oddech….
Budzę się cała spocona, wciągając w płuca wielki haust powietrza. To
był sen, tylko sen i nic więcej. Powtarzam sobie to zdaniesiadając na łóżku. Oddycham
powoli i głęboko napełniając piekące płuca tlenem. Kiedy udaje mi się uspokoić,
kładę się z powrotem ale wiem, że już nie zasnę. Jest 4:48. Budzik mam
ustawiony na 7:00, ale postanawiam już wstać. Schodzę na dół do kuchni po
szklankę wody.
- Już nie śpisz?- pyta ojciec, kiedy wchodzę do kuchni.- Aż tak
bardzo stresujesz się pierwszym dniem w nowej szkole?
- Nie. Przywykłam już do zmieniania szkół średnio co pół roku-
mówię ironicznie nalewając sobie wodę do szklanki.- Nie śpię, bo miałam dziwny
sen, po którym raczej nie zasnę. A ty czemu już na nogach?
- Dopiero wróciłem- odpowiada zmęczonym głosem.
Po tych słowach odwracam się i patrzę na ojca. Zauważam jego
ubłocone spodnie i podartą koszulkę. Ręce ma całe podrapane i we krwi. Czuję
jej metaliczny zapach, który pochodzi z rozcięcia na jego lewym boku. Rana jest
poszarpana. Miejscami widać rozdarte mięśnie. Krew skapuje na podłogę z
przesiąkniętej już koszuli, robiąc wielką czerwoną plamę. Miejscami zdążyła już
zakrzepnąć, tworząc czarne strupy na ciele ojca i przyklejając do niego
koszulę.
- Tato! Gdzie ty byłeś?!- Odstawiam szklankę i szybko podchodzę do
ojca, żeby obejrzeć ranę.– Pokaż. Jest głęboka i wygląda okropnie. Trzeba to
przemyć i opatrzeć.
- Meg, nic mi nie jest. To tylko draśnięcie.
- Jak to nic?! Nie ruszaj się, zaraz wracam. - Oburzona biegnę na
górę po apteczkę.
Kiedy idę po schodach, zastanawiam się gdzie o tej porze mógł
przebywać 45-letni mężczyzna i w dodatku wrócić w takim stanie, trzymając się
na nogach i nie mdlejąc. Ta rana, a raczej rozcięcie ma jakieś 20cm długości i
pewnie z 3cm głębokości, a ojciec nie dość że sam, o własnych siłach przyszedł
do domu Bóg wie skąd, to jeszcze stoi sobie w kuchni i udaje, że nic się nie
stało. Chwytam apteczkę z łazienki i pędzę na dół, żeby jak najszybciej przemyć
ranę i zawieźć go do szpitala.
Kiedy docieram do kuchni taty tam nie ma. Obchodzę cały dom, bojąc
się że mógł w każdej chwili stracić przytomność od zbyt dużego ubytku krwi.
Znajduję go w sypialni. Stoi do mnie tyłem i ściąga ubranie.
- Tato, prosiłam żebyś został w kuchni- mówię podchodząc do niego.-
Jak zwykle mnie nie słuchasz- dodaję z pretensją w głosie.
- Już mówiłem. Nic mi nie jest– odpowiadai odwracając się do mnie
wskazujena ranę.- Widzisz, już jest dobrze.
Stoję jak wryta wypuszczając apteczkę z ręki, wskazując drugą
dłonią na cięcie. Nie mogę uwierzyć własnym oczom. Rana, która jeszcze 5 minut
temu krwawiła i wyglądała jakby wnętrzności miały zaraz wylecieć z żołądka
mojego ojca, teraz wygląda jak lekkie skaleczenie nożem. W dodatku świeci się
na zielony kolor. To jest dla mnie szok. Jak, tak poważny uraz może zagoić się w
5 minut i… świecić?
- Ale…, ale jak…?- nie mogę wyksztusić z siebie słowa. Kompletnie
mnie zamurowało.
- Wytłumaczę ci wszystko w swoim czasie. Teraz wybacz, lecz pójdę
się umyć i położyć, bo jestem zmęczony.
To powiedziawszy obrzuca mnie chłodnym spojrzeniem i wychodzi z
pokoju. Ja ciągle stoję zszokowana tym, co przed chwilą zobaczyłam. Zapominam
nawet o moim śnie. Po około 10 minutach zbieram się w sobie, aby pójść do
pokoju. Powoli odwracam się i na zdrętwiałych od stania nogach idę do mojej
sypialni. Siadam na łóżku i patrzę ślepo przed siebie. Ciągle jestem w szoku.
Co to było? Jak to się mogło stać? Co tata robił w nocy? Czym się zajmował? Czy
on jest człowiekiem? Nachodzą mnie setki pytań i wątpliwości. Niestety tylko
ojciec zna na nie odpowiedź. Wzdycham ciężko.
- Gdyby mama żyła na pewno powiedziałaby mi co się dzieje- mówię
sama do siebie, zaciskając dłonie w pięści z nerwów, że ojciec kolejny raz mnie
spławia. Strasznie mi jej brakuje, choć nigdy jej nie znałam. Zmarła przy moim
porodzie. Spoglądam na zegarek. Dochodzi wpół do szóstej. Muszę uciec od
plątaniny myśli i odreagować nocne i poranne doznania. Mając jeszcze dużo
czasu, postanawiam pójść do siłowni i poćwiczyć.
Wstaję z łóżka. Przebieram się z piżamy w ulubione dresy i schodzę
na dół do piwnicy. Wchodzę do salki, włączam swoją ulubioną płytę Dragonforce
na full (siłownia jest dźwiękoszczelna, a przy metalu najlepiej mi się ćwiczy),
nakładam rękawice i podchodzę do worka. Uderzam w niego raz za razem, od czasu
do czasu kopiąc i wydając ciche stęki z wysiłku. Moje ruchy i ciosy podsyca
piosenka „My spirit will go on”. Kiedy już rozładowuję pierwszy przypływ złości
i energii staję na środku i zaczynam się wyciszać. Przyszedł czas na karate.
Zaczynam powtarzać szereg ciosów, uderzeń i uników. Po wykonaniu kilku serii i
wyładowaniu całej energii, wyłączam radio i idę wziąć prysznic. Zimna woda
działa kojąco na moje zmęczone mięśnie. Czuję jak powoli schodzi ze mnie całe
napięcie z dzisiejszego dnia. Ciało zaczyna się rozluźniać i relaksować.
Zaczynam szykować się na pierwszy dzień w nowej szkole. Ubieram dżinsy i bluzę
typu kangurek z kapturem, wiążę włosy w koński ogon. Ze względu na całe życie
spędzone z ojcem i jego twarde, wojskowe wychowanie zawsze ubieram się w jak
najwygodniejsze i najluźniejsze ciuchy, nie dbając o podkreślenie kobiecej
figury czy makijaż. Schodzę na dół, jem śniadanie, biorę plecak i wychodzę z
domu na zalaną słońcem Riverside Blvd. Przed wyjściem spoglądam jeszcze na
zegarek wiszący w holu. Niestety mówi mi, że na pierwszą lekcję się spóźnię. Idąc
przez trawnik w stronę ulicy przelatuje mi przez głowę tylko jedna myśl: „Dzień
się jeszcze nie skończył. On się dopiero zaczął.” Intuicja mówi mi, że się nie
mylę. Co gorsza, tak się zaczynają moje osiemnaste urodziny…
Wwow - to była moja pierwsza myśl po tym jak pierwszy raz przeczytałam pierwszy rozdział. Niezbyt wyrafinowana, ale oddaje ogromne wrażenie pod jakim jestem nieustannie. Już pierwsze zadania budzą nie małe emocje, zaczynam się zastanawiać kto, gdzie i jak, co się dalej stanie, czy to się uda i jakie będą konsekwencje...a tu puff, to był tylko sen - a może aż sen. A to prawda, po takim śnie to raczej ciężko byłoby zasnąć.
OdpowiedzUsuńNie dziwię się zupełnie, że bohaterka jest w szoku. Ładne mi draśnięcie. Nieco nietypowa pora jak na powrót z pracy...taki stan odzieży no i te rany... kompletnie nie wiadomo o co chodzi, jak i dlaczego, niesamowicie wzrasta zaciekawienie :D Też bym miała niezły mętlik w myślach jakbym zobaczyła że taka rana zagoiła się tak szybko, już czuć ten powiew tajemnicy i w pewnym stopniu i grozy.
Trzeba przyznać - bardzo oryginalnie zapowiadające się urodziny :D A tak poważnie to mam nadzieję, że wena nie opuści i pozwoli kontynuować historię, ja już się wciągnęłam :D
Dziwię się, że tak mało komentarzy jest dopiero, bo na mnie ten rozdział wywarł ogromne wrażenie, jak na początek. Zwrot akcji jak najbardziej nieoczekiwany. Tu sen, tu rana, tu brak rany :D Znając mnie, to bym się przewróciła na drugi bok i spała dalej :D Ale ja to jestem okropny śpioch i współczuję osobom, które cierpią na bezsenność i wgl. Ćwiczenia o tej porze to niezła dawka energii na cały dzień (tak mi się wydaje przynajmniej). Nie mogę się doczekać, jak przebiegnie reszta jej 18. urodzin i ogólnie reszta opowiadania :]
OdpowiedzUsuńDla mnie bomba...Gosiaczek pisze...no no ;) Zgadzam się, że ciekawie się zapowiada, mam wrażenie, że dzień w nowej szkole będzie pełen wrażeń, nowych wiadomości i, że to początek czegoś niesamowitego. Do tego urodziny...może pozna kogoś nowego...;D W każdym razie zaciekawiło mnie i to jest fajne ;)
OdpowiedzUsuń